Slow jogging a odchudzanie. Jak schudnąć i biegać bez zmęczenia?

Jak schudnąć? Na to pytanie wciąż szukamy odpowiedzi. Jedną ze sprawdzonych metod jest slow jogging. Maciej Kozakiewicz w swojej książce „Slow jogging. Japońska droga do witalności” wspomina swoją walkę z wagą i zdradza tajemnicę, jak biegać bez zmęczenia i tracić zbędne kilogramy.

Bieganie a odchudzanie
Wieczorem 1 stycznia 2017 roku osiągnąłem szczyt swojej życiowej wagi — 76,6 kilograma. Po chwilowym szoku od 2 stycznia miałem już prosty plan: jem uważnie, zgodnie z zasadami mindfulness (nie przejadam się oraz wykluczam szkodliwe produkty) oraz wracam do biegania. By mieć z tego choć trochę radości, założyłem, że w styczniu będę pokonywał po 2 kilometry w formie porannego joggingu, a z każdym miesiącem będę dodawał do tego dystansu pół kilometra. Miało mnie to doprowadzić do regularnych treningów na dystansie 8 kilometrów, jako optymalnych dla zdrowia. Tak wtedy rozumowałem.
Slow jogging a odchudzanie
Aż do czasu, gdy w kwietniu 2017 roku pojawiłem się na szkoleniu z techniki slow joggingu prowadzonego osobiście przez japońskiego fizjologa sportu prof. Hiroakiego Tanakę. Trudno opisać moją radość, gdy dowiedziałem się, że odpowiednio wykonywany trucht ma wszelkie atrybuty biegania, ale niweluje wszystko to, czego nie cierpiałem w treningach biegowych: nieustanne zmaganie się z własnym ciałem oraz w efekcie stres o dystans i o końcowy wynik, a w konsekwencji nieuniknione kontuzje, które dotykają dwóch z każdej trójki biegających. Od kwietnia, za sprawą każdego kolejnego spalonego kilograma, zostałem wiernym fanem slow joggingu.

Regularne, niezbyt intensywne treningi przyniosły rezultaty, o jakich nawet nie śniłem. Przyjeżdżając na kurs, po trzech miesiącach własnego joggingu, byłem już lżejszy o 5 kilogramów. Jakież było moje zaskoczenie, gdy po codziennych 25–45 minutowych przebieżkach w tempie niko niko zacząłem regularnie "topnieć" w oczach. W ciągu kolejnych 8 miesięcy spaliłem ponad 10 kilogramów, co razem dawało ponad 16 kilogramów w niespełna 11 miesięcy.
I udało się to, choć moja dieta nie była wolna od ulubionych lodów, gorzkiej czekolady, (zdrowszych) przekąsek, regularnych aktów przejadania się i ewidentnych wpadek (jak późne kolacje we Włoszech czy wieczory z lampką wytrawnego wina). Połączenie porannych ćwiczeń oddechowych opartych o filozofię mindfulness i regularnych sesji truchtania oraz stosowanie uważnej diety odmłodziło mnie wizualnie o ponad 10 lat. A pewnego dnia okazało się, że moja waga spadła o ponad 2 kilogramy poniżej poziomu, który osiągnąłem na diecie wegetariańskiej w wieku 21 lat. Zatem trudno się dziwić, że zostałem najbardziej zmotywowanym i entuzjastycznym instruktorem slow joggingu w Polsce i w Europie.
Slow jogging a bieganie bez zmęczenia
Metoda slow joggingu, czyli truchtu, opracowana przez japońskiego profesora Hiroakiego Tanakę, to idealny, złoty środek. To aktywność, która posiada wszystkie zalety biegania, ale nie ma jego wad. Może ją uprawiać każdy, bez względu na wiek, wagę czy poziom kondycji fizycznej. Wielu osobom nie odpowiada intensywny wysiłek ściśle związany z potem i biegową zadyszką. I nie wiedząc, że jest możliwość i sens trenowania z uśmiechem i bez zadyszki, po prostu unikają tej jednej z najzdrowszych dla organizmu człowieka aktywności.

Większość osób deklarujących, że nie lubi biegać, często ma złe doświadczenia, gdyż za szybko wchodzili w strefę mocowania się z własnym organizmem, co w konsekwencji prowadziło do wzrostu tętna wywołującego przyspieszenie oddechu i bicia serca. A takie fizyczne objawy często pojawiają się wraz z pierwotnym lękiem, co może dodatkowo zniechęcać.
Najczęstszy scenariusz biegacza zawiedzionego jest zatem taki, że porwany instynktem przetrwania, chęcią wyszczuplenia i usportowienia sylwetki zaczyna biegać. Najpierw często nieśmiało, spokojnie, więc w sumie blisko filozofii slow joggingu. Można uznać, że zaczyna uprawiać wolne bieganie lub jakąś formę truchtu. Produkowane hormony szczęścia (m.in. endorfiny) i zadowolenie oraz stopniowa poprawa parametrów fizycznych organizmu zachęcają go do przyspieszania. I zmotywowany tym trenujący rozpędza się coraz bardziej. W pewnym momencie następuje jednak koniec radości, bo treningi stają się zbyt intensywne lub pojawia się kontuzja, która wymaga ich przerwania. Jedyną wskazówką i wyznacznikiem będzie Twoje samopoczucie. Jeżeli udasz się do parku, potruchtasz przez 20 minut i odnajdziesz w sobie poczucie radości, będzie to znaczyć, że ta forma ruchu Ci służy.
Jak uprawiać slow jogging?
By uprawiać slow jogging, potrzebujemy tak naprawdę jedynie motywacji oraz sympatycznego otoczenia, najlepiej w formie skweru, parku, lasu. Idealnie, gdy jest to podłoże naturalne, nieutwardzone. Ostatecznie nawet kwestia stroju i obuwia jest drugorzędna — po prostu powinny być one wygodne. Czy na spacer zakładasz sportowy strój? Tu jest nieco podobnie. Jeżeli planujesz dłuższe treningi, powyżej 20 minut, to oczywiście jest większe prawdopodobieństwo, że zdążysz się spocić. W takim przypadku warto zadbać o strój oddychający, usuwający wilgoć na zewnątrz. Mnie zdarza się ubierać na prezentacje połączone z treningami w zestaw, w którym równie dobrze mógłbym pokazać się w urzędzie. Pragnę w ten sposób podkreślić nietypowość slow joggingu w stosunku do innych form aktywności wymagających dedykowanej odzieży sportowej. I zachęcić do spontanicznych treningów wplatanych w codzienne czynności. W slow joggingu opracowanym przez prof. Tanakę zasady są ważne, ale wydaje mi się, że jest to najprostsza metoda biegowa, jaką poznasz.

Artykuł stanowią fragmenty książki "Slow jogging. Japońska droga do witalności". Jej autor Maciej Kozakiewicz jest instruktorem slow joggingu i propagatorem idei slow life.

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy
Pokaż wszystkie komentarze